Na pewno znacie to uczucie kiedy chcecie stać w kuchni przez godzinę a później po 5 minutach nie mieć już nic na talerzu i czeka Was góra naczyń do mycia. Tak właśnie dzisiaj miałam na to ochotę!



Tak naprawdę to nie wiem kto normalny robi to bez zamiłowania do jedzenia. Chyba nikt. Nie dziwię się, bo czasami sama mam chwile zwątpienia, jak widać po długich nieobecnościach na blogu, ale na szczęście po jakimś czasie to przechodzi i wtedy mam ochotę stać cały czas w kuchni, gotować a później zatapiać się w całej górze brudnych naczyń. 

Dzisiaj na wcześniejszą kolację zrobiłam tortillę. Nie mam już siły jeść w tych szybkich barach, w których masz wrażenie, że cisto było już kiedyś jedzone albo nie zostało nawet podgrzane. Gdzie mięso jest jeszcze z piórami i w ogóle częściej czuć obrzydzenie niż chęć jedzenia. 
Lubię zdecydowanie takie tortille z których nic się nie wylewa, są smaczne i nie do końca można je ładnie złożyć. Wtedy wiadomo, że znalazło się w nich wszystko co trzeba. 
Aby zrobić taką tortillę jak zrobiłam to ja, dzisiejszego dnia nie potrzeba nic więcej jak:
pół pomidora, 
pół ogórka, 
pół cebuli, 
małą puszkę kukurydzy, 
pół sałaty lodowej,
jedną malutką pierś z kurczaka,
i oczywiście placek. 
Nie obejdziemy się również bez jajka do panierowania mięsa, przypraw, jak pieprz i sól, sosu do środka. Tym razem sos był majonezowy i zdecydowanie lepiej sprawdził się niż sos czosnkowy.